Uroki zycia kosmopolity - taksowki
Mieszkamy juz za granica 10 lat, wydawaloby sie, ze czas najwyzszy przywyczaic sie do tego, ale nie… Co i rusz wydarza sie cos, co sprawia, ze dokladnie pamietam, ze jestem obcokrajowcem w kraju ludzi z zupelnie innym podejsciem do zycia. Chocby takie taksowki… W Polsce chyba jeszcze nigdy nie zdarzylo mi sie, zebym musiala taksowkarzoswi tlumaczyc, gdzie jest adres, pod ktory usiluje sie udac. Moglo sie zdarzyc, ze nieswiadoma niczego bylam wieziona na ulice obok przez jakies 40 minut, to fakt. ale pamietam swoja podroz na lotnisko w Balicach, na ktore pan taksowkarz, zreszta bardzo mily, wiozl mnie przez jakies zapomniane wioski, tylko po to, zeby uniknac porannych korkow i zebym zdarzyla na samolot. Dotarcie do domu mojej mamy, ktora mieszka na tak zwanej wsi tez nigdy nie jest problemem. moze sie zdarzyc, ze taksowkarz nie bedzie wiedzial, ktory to dokladnie dom mojej mamy, ale gdzi znajduje sie Cedzyna Gora bedzie wiedzial na pewno.
Zupelnie nie jak w Holandii. Tu taksowkarzem moze chyba zostac kazdy, kto ma prawo jazdy, bo z pewnoscia nie ma tu czegos takiego jak egzaminy ze znajomosci miasta. Od kiedy pamietam, te kilka razy, kiedy Lukasz albo ja jechalismy w eidhnoven do domu, zawsze musielismy pokazywac taksowkarzom droge. Na poczatku wydawalo nam sie, ze to nasza wymowa tak komplikuje sytuacje, bo to przeciez niemowliwe, zeby taksowkarz nie wiedizal, gdzie znajduje sie w koncu nie taka mala ulica, ale kiedys napisalismy nazwe ulicy na kartce, zeby uniknac nieporozumien i i tak musielismy pana taksowkarza prowadzic pod nasze drzwi.
Problem sie niejako rozwiazal, kiedy pojawily sie i upowszechnily systemy GPS. Jak tylko cena stala sie umiarkowana kazda holenderska taksowka zostala wyposazona w TomToma i juz zaden taksowkarz nie mial sie martwic, jak gdzies trafic. Taksowkarz moze nie, ale biedni klienci!!! …szczegolnie ci z innych krajow… Dlaczego?
Jakis miesiac temu zostalam zaproszona, zeby dac prezentacje w instytucie badawczym w Enschede, jednym z miejszych miast holenderskich. Jako, ze moj pociag nieco sie spoznil, moj gospodarz poprosil, zebym z dworca wziela taksowke. Ulica, na ktora mialam dotrzec nazywa sie Brouwerijstraat, czyli ulica Browarna. Nazwa niby nie prosta do wypowiedzenia i zrozumienia, szczegolnie dla wrezliwego holenderskiego ucha, ale po tylu latach treningu wymowy, wydawalo mi sie, ze powinnam poradzic. Mowie wiec panu taksowkarzowi, ze chcialabym sie dostac na ulice Browarna. Pan taksowkarz wrzuca nazwe do TomToma i mowi mi, ze takiej ulicy nie ma. Wiedzac, ze moze cos zle wymowilam, tlumacze, ze taka ulica na pewno istnieje, ze miesci sie na niej instutut, do ktorego zmierzam, ze byla tak kiedys siedziba browaru Grolsch i ze nazwa ulicy pochodzi od miejsca, gdzie robi sie piwo. Pan taksowkarz popatrzyl na mnie ze zrozumieniem, powiedzial: Ach, Brouwerijstraat!!! i kamien spadl mi z serca. Ale tylko na chwile, bo po kolejnej probie wpisania czegos do TomToma pan taksowkarz oznajmil, ze w dalszym ciagu on uwaza, ze takiej ulicy nie ma i ze za to moze mnie zawiecs na ulica Piwna (Bierstraat). Opadly mi rece i wszystko, co moglo opasc w takiej sytuacji. W desperacji zadzwonilam do mojego gospodarza i poprosilam go, zeby plynna holendersczyzna wyjasnil panu, gdzie ma mnie zawiesc. Dopiero po okolo 5-ciominutowych pertraktacjach pan taksowkarz wreszcie dal sie przekonac, zeby mnie zawiesc we wlasciwe miejsce. I zeby chociaz sie zawstydzil albo powiedzial: przepraszam… Ale gdzie tam - kiedy wysiadalam spojrzal na mnie zawiedzionym wzrokiem, ze nie dostal napiwku.
Dlatego, jak tylko moge, jezdze tu rowerem - przynajmniej wiem, ze jak zabladze, to bede o tym wiedziala, a nie zostane wysadzona w innym miejscu, w innym swiecie i moze nigdy juz nie uda mi sie wrocic do domu:)))

2 Comments
